Tutaj jesteś: Strona główna > Blog > Tomasz Styś
BLOG
Od kilku miesięcy Dolny Śląsk prowadzi kampanię reklamową, promując najciekawsze, zdaniem twórców kampanii, produkty turystyczne. Są wśród nich Stawy Milickie.



Nie będąc zwolennikiem siedzenia w upale i wpatrywania się w skwierczące mięso, co w Polsce nazywamy "grillowaniem" wybrałem się w ostatni wtorek do Rudy Sułowskiej, żeby wziąć udział w "Fotosafari w ptasim raju". Poniżej przedstawiam kilka organizacyjnych i marketingowych oczywistości.

OZNAKOWANIE

Jadąc z Wrocławia do Rudy Sułowskiej samochodem pierwszy znak informujący o lokalizacji "ptasiego raju" zauważyłem dopiero w Sułowie (tabliczka 20x15 cm), czyli jakieś dwa kilometry od miejsca docelowego. Nazwa "Stawy Milickie" sugeruje Milicz jako koniec wycieczki, więc już od wjazdu do tego miasta powinniśmy widzieć duże znaki kierujące do reklamowanego produktu turystycznego. Minus!

PARKING

Jest. Częściowo betonowy, częściowo na trawie. Narazie bezpłatny i niech tak pozostanie, choć obawiam się, że gdy turystów zacznie przybywać ktoś wpadnie na pomysł, żeby wprowadzić opłaty, co "wymusi szybszą rotację". Jedynym skutkiem wprowadzenia odpłatności za parkowanie będzie zastawienie autami całej wioski. Nie ma bowiem nic bardziej irytującego, niż płacenie za kawałek miejsca na ściernisku. Plus "na kredyt".

SANITARIATY

Dla miłośników sportów ekstremalnych. Jeżeli ktoś przyjedzie z dziećmi - odradzam stanowczo. Zreformowana "sławojka" bez bieżącej wody w upale to nic ciekawego. Minus!

ORGANIZACJA

Pierwsze koty za płoty, więc nie zamierzam się pastwić, pomimo tego, że musiałem czekać trzy godziny, żeby wziąć udział w "fotosafarii". Dla mnie to nie problem, ale jak ktoś jest z dziećmi - może mieć kłopot, co tu robić przez ten czas. Wydaje się, że lepszym systemem byłaby obowiązkowa, a nie fakultatywna rezerwacja telefoniczna. Na miejscu można byłoby kupić bilet, jeżeli ktoś z rezerwacji nie skorzystał, ale musi to być wiadome od początku. Ale mamy te trzy godziny czekania, co można robić w tym czasie? Ani plus, ani minus.

SKANSEN

Widziałem już w życiu dziesiątki skansenów. Szczególne wrażenie robią na mnie te na Pomorzu, które są zazwyczaj oddziałami jakichś muzeów i można w nich spędzić nawet dwie godziny oglądając fotografie, stroje, meble, dokumenty czy filmy na telebimach. Ten w Rudzie Sułowskiej to szopa z akwarium, kilkunastoma zdjęciami, kilkoma narzędziami rybackimi i makabrycznie wyglądającymi wypchanymi zwierzętami. Uciekłem po kilku minutach. Minus!

BAR

Dużo zacienionego miejsca do siedzenia. Trudno oczekiwać wyszukanego menu. Jest oczywiste, że w takim miejscu dominować będzie ryba z frytkami. Ceny także nie szokują, choć nie mogę powiedzieć, żeby były "na studencką kieszeń". I tu kończą się pozytywy. Byłem zszokowany poziomem chaosu. Byle budka z hotdogami jest lepiej zorganizowana. Dwie kolejki. Jedna po numerek, druga - z numerkiem po zamówienie. Nikt nie informuje, który numerek jest obsługiwany, więc wszyscy kotłują się przy maleńkim okienku. A wystarczyłoby zamontować mikrofon i głośnik, i przez nie informować, kto ma kiedy podchodzić. Ponadto, na rybę trzeba czekać. Musi być usmażona i zważona, ale jeżeli ktoś zamawia same frytki? Te smażą się cały czas i można je wydawać na bieżąco, redukując kolejkę. Dość powiedzieć, że czekałem na dwie porcje frytek ponad 40 minut. Gość za mną miał mniej szczęścia. Chciał frytki i kiełbasę z grilla. Okazało się, że frytki w jednym okienku, a kiełbasa już u kogoś innego. Minus!

PRODUKT

Gdyby nie organizacja (patrz: ORGANIZACJA), wszystko byłoby OK. Trasa urokliwa, towarzystwo miłe, przewodnik zaangażowany w wykonywaną pracę. Pasjonat. Na nieszczęście na końcu wycieczki zawieziono nas do skansenu (patrz: SKANSEN), ale to nie wina "personelu pokładowego". Plus!

PAMIĄTKI

Nic, co by miało cokolwiek wspólnego z produktem. Kubki z logo Stawów Milickich, jakieś mapy. Ceny - masakra! Minus!

ZARZĄDZANIE ZMIANĄ

Wprowadzanie nowego produktu na rynek wiąże się z niepewnością i chaosem organizacyjnym. To nic złego, trzeba tylko wyciągać wnioski na bieżąco i dokonywać korekt. W ostatni wtorek zabrakło mi kogoś w rodzaju "supervisora", który odpowiadałby na pytania zdezorientowanych, korygował błędy na bieżąco, wprowadzał zmiany w czasie rzeczywistym i wyciągał wnioski na przyszłość. Ale trudno się dziwić - był przecież długi weekend. Minus!

KONKURENCYJNOŚĆ PRODUKTU

Policzmy koszty wyprawy 4-osobowej rodziny w Wrocławia:
- paliwo:50 zł
- bilety na "fotosafari": 90 zł
- obiad (ceny uśrednione dla czterech osób): 60 zł
- pamiątki: 20 zł
Razem:220 zł.

Co można zrobić we Wrocławiu za dużo mniejsze pieniądze w jeden dzień? Dużo więcej! I proszę mi nie mówić, że do Rudy Sułowskiej będą przyjeżdżać także ludzi z innych miejsc Dolnego Śląska. Gdyby na miejscu był jakiś "supervisor" (patrz: ZARZĄDZANIE ZMIANĄ), zrobiłby proste badania rynku - popatrzyłby na tablice rejestracyjne aut.

A przecież kampania reklamowa Dolnego Śląska zakłada ściąganie turystów nie tylko z Wrocławia, ale z innych miejsc z Polski i Europy. Nie chciałbym pisać kolejnego punktu pn. ZNAJOMOŚĆ JĘZYKÓW OBCYCH PERSONELU. Jeden z kanonów marketingu powiada, że "nie można sprzedać produktu, którego klient nie znajdzie na rynku". Czas najwyższy stworzyć ten produkt.
Wykop Dodaj do Blipa Dodaj do Twittera Śledzik

KOMENTARZE
1.
04 maja 2012, 18:39
Już Pan wie dlaczego w tej reklamie namawiają do milczenia - bo, lepiej milczeć niż kłamać.
2.
04 maja 2012, 19:34
Podziwiam... Że też tobie się chce ! Nie warto zajmować się nieudacznikami i dyletantami (razem ze szawroskim cóś wymyślim !).
Pytanie: ile "gmina" wydała publicznego grosza i gdzie ten "strumień wsiąkł"?
3.
04 maja 2012, 20:37
@Autor

Filmik ciekawy :)
4.
04 maja 2012, 21:24
@Itonai:
Już Pan wie dlaczego w tej reklamie namawiają do milczenia - bo, lepiej milczeć niż kłamać.
Jestem już za stary, żeby szukać spiskowych wyjaśnień. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem film reklamujący Dolny Śląsk pomyślałem, że jest skierowany do wszystkich, czyli do nikogo. Produkt utwierdził mnie w tym przekonaniu. To, po prostu produkt skierowany zupełnie do nikogo.
5.
04 maja 2012, 21:27
@Marek Natusiewicz:
Podziwiam... Że też tobie się chce ! Nie warto zajmować się nieudacznikami i dyletantami (...)
Dzięki za dobre słowo. Kropla drąży skałę ...
6.
04 maja 2012, 21:28
@Rafał Kmiecik:
Filmik ciekawy :)
No, ciekawy. A nawet - ładny. Witaj!
7.
04 maja 2012, 22:17
Cytat:
Pytanie: ile "gmina" wydała publicznego grosza i gdzie ten "strumień wsiąkł"?
Stawy Milickie są spółką marszałkowską. Pieniądze na tę milczącą reklamę wydał (zdaje się, że o wiele za dużo) też ten sam urząd marsz.
8.
9.
05 maja 2012, 19:36
Najważniejsze jest żeby wyciągać wnioski z popełnionych błędów. Przy okazji długiego czerwcowego weekendu zobaczymy, czy władze spółki potrafią się uczyć.
10.
07 maja 2012, 22:03
@Paweł Hreniak:
Przy okazji długiego czerwcowego weekendu zobaczymy, czy władze spółki potrafią się uczyć.
Zobaczymy. Na ten temat więcej tutaj. Pozdrawiam!

DODAJ KOMENTARZ
Aby móc komentować wpisy na blogach, należy się zalogować.
Jeżeli nie masz jeszcze swojego konta, rejestracja na Dolnoslazacy.pl zajmie Ci 30 sekund.
AUTOR
Dilbert: "Zewnętrzni konsultanci są wiarygodni, bo nie są na tyle głupi, by pracować w twojej firmie". E-mail: t.stys@tspc.pl. Więcej: www.tspc.pl. Mam nadzieję, że "lubisz to!".
ARCHIWUM BLOGA
PnWtŚrCzPtSbNd
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031
POLECAM
KOMENTOWANE
CZYTANE
KOMENTOWANE
CZYTANE
© 2007-2012 T. Styś & B. Śpionek. Wszelkie prawa zastrzeżone. Powered by JamnikCMS.